A więc lipiec był miesiącem obfitującym w książki pokroju "młodzieżowego". Prawie wszystkie książki zostały wypożyczone od moich trzech wspaniałych kuzynek, które z miejsca chciałabym pozdrowić i podziękować za polecenie mi najlepszej książki tego lata. No dobrze, może trochę przesadziłam. Tego lipca. Ale o tym za raz.
Pierwszą przeczytaną przeze mnie cegiełką był pierwszy tom serii "After" czyli "Płomień pod moją skórą". To opowieść nieco erotyczna, ale nie oszukujmy się. .. która teraz taka nie jest ?
Anna Todd nie dała mi przeczytać innej książki. Wręcz zmusiła mnie do przeczytania kolejnej części sagi pt.; "Już nie wiem kim bez ciebie jestem". I tak robiła w każdym rozdziale. Nie wiem, dlaczego wszyscy uważają drugą część za rozczarowanie. Mi osobiście podobała się bardziej niż pierwsza.
Po powrócie z Gdańska, w którym przeczytałam poprzednią cegłę, od razu przejechałam do Tobołowa, jednymi słowa to istne pustkowie. Idealne do czytania niezliczonych pokładów książek.
I tak oto, sięgnęłam po "Ugly love" autorstwa Collen Hoover. I o jeju! To coś naprawdę niesmowitego. Pokazuje naprawdę brudną stronę miłości. A te fragmenty ze strony Milesa pisane wierszem, były po prostu PERFEKCYJNE. Recenzja niedługo się pojawi.
I tak kolejna powieść tej samej autorki trafiła w moje łapki. "Maybe someday" czyli cicha opowieść o cichym człowieku. Nie chcę nic zdradzać, gdyż każdy szczegół byłby po prostu spojlerem.
Do moich czytadeł trafiło również "Losing hope" czyli Hopeless pisane przez myśli Holdera.
I największe zaskoczenie tego lipca... przed państwem "Black ice" Becci Fitzpatric. Recenzja już niedługo.
O "Kochani dlaczego się poddaliście" wypowiem się gdy już ją przeczytam do końca ;)
A więc to tyle.
XoXo
Poniaczyk
